W drodze
na półwysep
Jandia zatrzymaliśmy
się
na
niesamowitej plaży
- już
z drogi
widać
było
wśród
piaszczystych wydm przebłyskujące
morze. Skręciliśmy
więc
na jedną
z
niezliczonych, nieutwardzonych dróg i po kilkunastu
minutach dotarliśmy
do nieskończenie
długiej
i bardzo szerokiej piaszczystej plaży.

Takie plaże
właśnie są charakterystyczne dla Jandii - rozpoczynają się
nieco na południe od Costa Calma i ciągną aż po Morro
Jable. Mimo mocnego wiatru spędziliśmy sporo czasu na
obserwacji surfujących śmiałków.
Morro Jable za to okazało się być bardzo turystycznym
miastem - trudno znaleźć starą rybacką wioskę, hotele
pozajmowały dosłownie każdy wolny kawałek wybrzeża i
wzgórz. Wzdłuż głównej drogi ciągną się sklepiki, knajpki,
restauracje - nic, co by nas pociągało. Jedna krótka wizyta
nam wystarczyła. Cieszyliśmy się, że nie wybraliśmy żadnego
z tamtejszych hoteli.
W Morro Jable kończy się asfalt, resztę półwyspu można
zwiedzać na nieutwardzonej drodze, która prowadzi aż do
Puerto de Le Cruz - na południowy cypel Fuerteventury.
Jeśli ktoś porusza się samochodem z napędem na cztery koła
może dotrzeć na zachodnie wybrzeże na plażę Playa de Cofete
i zwiedzić słynną Villę Winter.