Po raz
pierwszy zdecydowaliśmy
się
na urlop
zorganizowany - tak, naprawdę!
Po zeszłorocznym
żeglarskim
wypadzie na Cyklady, potrzebowaliśmy
czegoś
bardzo
spokojnego. Nasz wybór padł
na
Fuerteventurę
-
jedną
z Wysp
Kanaryjskich. Na pięć
dni
przed wylotem po długich
godzinach spędzonych
na studiowaniu stron podróżniczych,
wybraliśmy
hotel i wykupiliśmy
urlop. Wybraliśmy
Las Playitas - małą
wioskę
na
wschodnich wybrzeżu
wyspy, położoną
z dala
od pełnych
turystów plaż
Jandii i
głośnych
ulic Morro Jable. Od razu też
zrezygnowaliśmy
"transferu do hotelu" i wynajęliśmy
na cały
pobyt samochód.
Lot minął
nam
całkiem
w porządku,
wylatywaliśmy
dość
wcześnie,
więc
Flora była
zmęczona
i trochę
spała.
Pierwsza niespodzianka czekała
na nas na lotnisku w Puerto del Rosario - nasze "ulubione"
linie lotnicze Condor nie dostarczyły
jednej walizki. Walizki z rzeczami Flory i moimi.
Chcąc
niechcąc,
pojechaliśmy
do hotelu, uprzednio złożywszy
zgłoszenie
o zagubionym bagażu.
Z lotniska do hotelu musieliśmy pokonać ok. 50 km. Z
ciekawością podziwialiśmy surowy i pustynny krajobraz
wyspy.
Po niecałej godzinie dotarliśmy do zatoki Las Playitas.
