Od razu zatrzymaliśmy się, żeby poszaleć w piasku. Flora
na początku czuła się dziwnie w tej scenerii i nie chciała
raczkować. Na jednej z wydm posadziliśmy ją w piasku i
szaleliśmy wkoło, gdy nas ujrzała, zdecydowała się jednak
ruszyć. Dosłownie pędziła na kolanach wzburzając chmurę
pyłu:).
Po szaleństwach w piasku ruszyliśmy do Corralejo. To
symaptyczne miasteczko pełne hoteli, które jednak
dostosowane są do niskiej zabudowy i nie straszą
wieżowcami. W centrum jest kilka małych plaż, tuż przy
nadmorskiej promenadzie. Oprócz turystów widać jednak
również miejscowych rybaków przy pracy, kutry, co stwarza
sielską atmosferę.
Na horyzoncie widać kolejną wyspę - Lanzarote, a całkiem
blisko małą wysepkę Isla de Lobos.
Wyjeżdżając z Corralejo w kierunku zachodnim, można trafić
na nieutwardzoną drogą wiodącą wzdłuż wybrzeża - to jedno z
najsłynniejszym miejsc surfingowych. Na tym pustkowiu, tuż
przy dzikich plażach, na którym rozbijają się wysokie fale,
koczują w namiotach i przyczepach kempingowych zapaleńcy
surfingu.