Niebawem
opuszczamy wybrzeże
Mindanao i wracamy na Negros – tym razem rejs jest mniej
burzliwy i możemy
rozkoszować
się
słońcem
i przyjemnym wiatrem.

Bardzo
nam przykro opuszczać
Tambobo
Bay, ale na pociechę
czekają
nas
jeszcze dwa dni w Manili. Tak więc
jedziemy do Dumaguete – najpierw na dwóch havel-havel – my
troje i nasze bagaże.
Bagaże
na baku przed kierowcą,
my za kierowcą.
Po wertepach. Potem przepełnionym
jeepney. My w
środku,
bagaże
na dachu. Na każdym
ostrym zakręcie
patrzę
podejrzliwie
do tyłu
czy nie sapdły.
O dziwo dobrze się
trzymają
wśród
mnóstwa kilukilogramowych worków ryżu.
W Duamguete mamy trochę
czasu
więc
siedzimy w knajpce przy promenadzie nad sokiem z mango. Na
koniec tricykl zawozi nas na lotnisko w Duamguete, gdzie
mamy okazję
obejrzeć
występy
cheerleaders z miejscowego colleagu
witających
gości
honorowych, którzy okazują
się
byc
zakonnicami.