TABOO
III jest w Tambobo Bay, naturalnej zatoce na
południowym
krańcu
Negros.

Zatoka
ta słynna
jest wśród
żeglarzy
opływających
świat,
którzy chętnie
spędzają
tam
dłuższy
okres czasu, bądź
tak jak
Wolfgang wynajmują
Filipińczyków
do prac na jachcie. TABOO III stoi przy brzegu, w
płytkiej
wodzie, przywiązane
do drzew – prace są
na czas
naszego pobyutu zawieszone i czekamy na
najbliższy
przypływ,
by wypłynąć
na
głębszą
wodę.
Tego wieczoru nie gotujemy tylko idziemy do
małej
restauracyjki, prowadzonej przez Aileen – jej
mąż
wybudował
z
bambusa pomost przez porastające
brzegi lasy namorzynowe. Na końcu
pomostu mieści
się
mała
restauracja i wiele stolików. Przesiadują
tam
żeglarze,
wymieniają
spostrzeżenia
i ploteczki, korzystają
z
założonej
przez Aileen biblioteki i popijają
tani
filipiński
rum. Na TABOO III wracamy wieczorem, płyniemy
w dingi (mały
ponton z motorem niezbędny
na jachcie) – wkoło
nas egispkie ciemności
i cisza rozdzierana tylko warkotem motoru. Woda rozpruwana
przez dingi rozbłyskuje
jasnym
światłem
– to plankton, który błyska
pod wpływem
wzburzanych przez nas fal. Nikt nic nie mówi,
spoglądamy
tylko w rozgwieżdżone
niebo i rozoszujemy się
tą
chwilą.
Noce w tropikach są
niesmamowite.
Zachód słońca
rozpoczyna się
już
około
siedemnastej i trwa zaledwie kilka minut –
widać
ogromna
czerwoną
kulę,
która znika za horyzontem i z sekundy na
sekundę
staje
się
coraz
mniejsza.

Potem
poozsotaje tylko kilka minut
światła
i zapada zmrok, a dżungla
ożywa
do
życia.
Miliony cykad rozpoczynają
swój
koncert, który przerywany jest tylko głośnym
nawoływaniem
gekonów: gekko, gekko, gekko..... Niebo
pełne
jest gwiazd, które widać
tak
niesamowicie wyraźnie,
że wydaje
się,
że
można
ich dotknąć.
Zanim na dobre wyruszymy, jedziemy jeszcze raz do Dumaguete
– najpierw po błotnistej,
stromej drodze na havel-havel, a potem w jeepney.
Jesteśmy
atrakcją
dla
pasażerów,
a zwłaszcza
dla dzieci – przyglądają
się
nam z
ciekawością.
W drodze powrotnej wpada do jeepney grupa dzieci,
wracających
ze szkoły.
Dziewczynki i chłopcy
w schludnych mundurkach zapełniają
cały
samochód.
Droga do Dumaguete prowadzi wzdłuż
wybrzeża,
tak więc
często
po jednej stronie przebłyskuje
morze, a po drugiej widać
wysokie
góry. Przy drodze stoja gdzieniegdzie skromne drewniane
domki i widać
niekończące
się
pola
ryżowe.
Kilometry ryżu
w różnych
stadiach – od maleńkich
sadzonek tonących
w wodzie po wysokie zboże
pełne
ziaren. Ryż
suszony
jest również
przy
drodze, ziarna wysypywane są
na
ogromne płachty
i schną
w kurzu
wzniecanym przez koła
samochodów. Czasem widać
też
pola
trzciny cukrowej, z uprawy której Negros
słynie.
Zaczyna padać,
prawdziwa tropikalna ulewa. Na szczęście
siedzimy w jeepney. Gdy docieramy do miejsca przesiadki na
havel-havel deszcz ustał,
ale jazda przez kałuże
po stromej, błotnistej
drodze jest niemniej atrakcyjna.