By jak
najszybciej przejąć
następnego
dnia naszego jeepa, zaplanowaliśmy
wczesne wstanie. Po
śniadaniu
od razu pojechaliśmy
odebrać
auto.
Dostaliśmy
również
mapÄ™
z
propozycja trasy w parku. Na pierwszy rzut oka trasa
wydała
nam siÄ™
raczej
krótka i
łatwa,
więc
stwierdziliśmy,
że
wyruszmy tak jak nam zaproponowano, a potem to
już
sami
sobie trasÄ™
zaplanujemy.
PoczÄ…tkowo
jechaliśmy
asfaltowÄ…
drogÄ…
wzdłuż
Colorado.
Po obu stronach rzeki wznosiły
siÄ™
strome
skały,
okupowane przez wspinaczy. Po dotarciu do osady Potash
asfalt siÄ™
kończył
i
zaczęła
siÄ™
nieutwardzona
nawierzchnia.

PoczÄ…tkowo
jednak była
ona dość
wyrównana,
tak
że jazda
nie sprawiała
nam większych
problemów. Mijaliśmy
ogromne pola soli oraz wytwórnie soli. Gdy
pozostawiliśmy
za sobÄ…
ostatni
ślad
cywilizacji, zmieniła
siÄ™
też
struktura
nawierzchni – praktycznie nie jechaliśmy
szybciej niż
30 km/h,
a przeważnie
wolniej. Cała
jazda polegała
na omijaniu dziur i podejmowaniu decyzji
którą
stronÄ…
owÄ…
dziurÄ™
wyminąć.
Droga pięła
siÄ™
coraz
bardziej w górę
wśród
coraz bardziej zadziwiajÄ…cych
formacji skalnych.

Pięliśmy
siÄ™
zboczem
skały
i wreszcie za kolejnym niebezpiecznym
zakrętem
ujrzeliśmy
Colorado, ale tym razem z góry. Widok
zapierał
dech w
piersiach a my wiedzieliśmy
już,
że
propozycja trasy wcale nie jest za krótka i za
łatwa
i
że
bedziemy musieli siÄ™
nieźle
postarać,
żeby
przejechać
całą
zaplanowanÄ…
drogÄ™.
Po obfotografowaniu Colorado nastąpiła
zmiana kierowcy i ruszyliśmy
w kierunku parku. Droga była
coraz bardziej trudna i stroma. Wreszcie
dotarliśmy
do Canoyonalnds, jeszcze troche w górę
i
już
byliśmy
na słynnej
White Rim Road. Canyonlands położone
jest na płaskowyżu
ponad dwoma rzekami, ze wschodu Colorado a z zachodu Green
River.
U
końca
tej części
parku rzeki te
łączą
siÄ™.
A White Rim Road to około
150 mil wzdłuż
tych
rzek ale oczywiście
nie wzdłuż
brzegu
tylko na skraju płaskowyżu.
Do parku Canyonlands należą
trzy
części
– Island on the Sky: to właśnie
ta, którą
własnie
odwiedzaliśmy,
The Needels: położona
dalej na południe,
już
po
złączeniu
rzek oraz The Maze: położona
na zachód i najbardziej dzika część,
którą
można
zwiedzać
tylko
samochodem terenowym. Już
pierwsze
kilometry na White Rim Road dostarczyły
nam niesamowitych wrażeń,
ze skraju przepaści
mieliśmy
widok na Colorado i ciÄ…gnÄ…cy
siÄ™
wkoło
krajobraz pełen
kanionów, dolin, obsuwających
siÄ™
skał
w
różnych
kolorach. Ciężko
wręcz
to opisać.
Do tego droga ta prowadziła
często
na skraju zbocza, tak
że po
jednej stronie mieliśmy
kilkaset metrów przepaści.
Dobrze,
że
siedziałam
za kierownicÄ…,
bo nawet nie zauważyłam
jak stroma jest ta przepaść.
Poza tym ze względu
na dziury, uskoki i kamienie jazda
wymagała
pełnej
koncentracji. Często
droga prowadziła
po litej skale.

W
planach oczywiście
nie mieliśmy
przejechania całej
White Rim Road a jedynie dotarcie do miejsca, gdzie
na dnie Lathrop
Canyon można
było
dotrzeć
do
brzegu Colorado. Zjazd był
to
karkołomny,
praktycznie cały
czas pionowo w dół,
przez podmytÄ…
drogÄ™
z
niezliczonÄ…
ilością
uskoków
i dziur.
Gdy
już
siÄ™
nam
wydawało,
że
jesteśmy
przy Colorado, okazało
siÄ™,
że
dotarliśmy
do koryta okresowego strumienia, który
wyrzeźbił
ten
kanion i jest dopływem
Colorado. Dalsza droga prowadziła
po prostu na dnie koryta rzeki, która o tej porze roku
była
sucha. Po obu stronach mieliśmy
podmyte skały
i wreszcie jakÄ…Å›
roślinność.
Po dość
długiej
jeździe,
wreszcie dotarliśmy
do szerokiego w tym miejscu Colorado. O dziwo niedaleko
brzegu były
postawione dwa stoły
piknikowe, tak
że
wykorzystaliśmy
tÄ…
przerwÄ™
na
mały
posiłek.

Nie
mogliśmy
tam pozostać
zbyt
długo
bo czekała
nas jeszcze droga powrotna. Pod górę
droga
była
chyba jeszcze cięższa.
Po dotarciu do White Rim Road jechaliśmy
najpierw tÄ…
samÄ…
trasÄ…
do
miejsca, w którym dołączała
droga z Moab, którą
przybyliśmy
przed południem.
My jednak wracaliśmy
innÄ…
trasÄ…,
przez główne
wejście
do parku. By tam jednak dotrzeć
musieliśmy
z płaskowyżu,
na którym się
znajdowaliśmy
wjechać
na
jeszcze wyższy
– jakby piętro
w górę.
Droga, którą
musieliśmy
pokonać,
pięła
siÄ™
wzdłuż
zbocza,
stromymi serpentynami i delikatnie mówiąc
była
dosyć
zaniedbana.
Po drodze spotkaliśmy
szaleńców,
którzy większą
część
tej
drogi zjechali w dół
ale
zwykłym
autem. Jeden z nich biegł
przed
autem i odsuwał
kamienie.

Poradziliśmy
im wracać
z
powrotem, bo bylismy pewni,
że droga
którą
dojechaliśmy
z Moab jest dla nich nie do pokonania. Dopiero
jadÄ…c
w górę
przekonaliśmy
siÄ™,
że ta
droga, którą
już
zjechali
też
jest
karkołomna
i chyba nie uda siÄ™
im
wjechać
pod
górę.
DotÄ…d
siÄ™
zastanawiamy
jak wybrnęli
z tej pułapki.
Gdy dotarliśmy
już
na
samÄ…
górę
okazało
siÄ™,
że jest
dość
późno
i musimy siÄ™
pospieszyć,
by oddać
auto na
czas. PoczÄ…tkowo
jechaliśmy
wciąż
nieutwardzonÄ…,
ale już
o wiele
lepszÄ…
drogÄ…,
która później
zamieniała
siÄ™
w
asfaltowÄ….
Po opuszczeniu granic parku, znów
wjechaliśmy
na nieutwardzonÄ…
drogÄ™,
która na przełaj
przez skały
prowadziła
w dół
do Moab.
MuszÄ™
jednak
przyznać,
że
częściowo
była
wysypana
żużlem,
tak
że jazda
była
łatwiejsza.
Gdy pokonaliśmy
prowadzÄ…ce
w dół
serpentyny,
pozostawiajÄ…c
za sobÄ…
chmurÄ™
kurzu,
dotarliśmy
wkrótce na drogę
wzdłuż
brzegu
Colorado, którą
już
jechaliśmy
rano. Po oddaniu samochodu tylko marzyliśmy
o prysznicu, bo byliśmy
kompletnie pokryci rdzawym pyłem.