Z Monument Valley do Page

Tak więc następnego dnia opuściliśmy Monument Valley i wjechaliśmy na teren Arizony, kierując się w stronę Page. W planach mieliśmy dłuższy pobyt w Page a w szczególności nad Lake Powell. Chcieliśmy wypożyczyć łódkę i popływać jakieś dwa dni wśród kanionów, które zalały wody Colorado po zbudowaniu wysokiego na 216 metrów Glenn Dam.

09300012


Przejeżdżając przez Page, natknęliśmy się na najbardziej ekumeniczną ulicę świata – dzisięć kościołów obok siebie! Tuż za miastem widać już Glenn Damm i zawieszony miedzy skałami kanionu metalowy most.



Wpierw postanowiliśmy zobaczyć z bliska tamę. Przy wejściu do visitor center Amerykanie zaskoczyli nas przesadnymi wręcz kontrolami bezpieczeństwa. Nie zidentyfikowali nas jednak jako terrorystów. Doinformowaliśmy się na temat historii budowy tamy, przespacerowaliśmy sie bardziej (Micha) lub mniej na luzie (ja) po moście (wysokośc 200 metrów) i pojechaliśmy nad brzeg jeziora żeby zorientować się co do możliwości wypożyczenia łódki. Czekało nas ogromnie rozczarowanie, bo po pierwsze ceny były horrendalne, a po drugie ze względu na niski stan wody wiele zatok nie było przejezdnych.

09300013


Tak więc opuściliśmy Lake Powell i wrociliśmy do Page z zamiarem wypożyczenia jeepa. Znaleźliśmy tylko jedną wypożyczalnie, która wywarła na Michaelu dziwne wrażenie i zrezygnowaliśmy z tej przyjemności. Postanowiliśmy opuścić Page i zanocować w Lees Ferry, nad brzegiem Colorado.



Miejsce to by
ło od dawna jedyną możliwością przekroczenia rzeki, która od Moab płynie w stromym kanionie. Tutaj, w latach 1873-1896 istniał jedyny prom na drugą stronę rzeki. W roku 1928, trochę dalej wybudowano pierwszy most nad Colorado. Ten wysoki na 143 metry most wciąż istnieje i jest atrakcja turystyczną.

10010010

Obok powstał kolejny bardzo podobny most, który został wybudowany ze względu na rosnący ruch drogowy. W Lees Ferry bez problemu znaleźliśmy miejsce na kampingu z widokiem na rzekę i skały. Tam też znaleźliśmy informację, że dojazd do północnej ściany kanionu Colorado jest zamknięty, ze względu na pożar lasu, trwający już od początku września. Szkoda nam było, że nie będziemy mogli spojrzeć w ogrom kanionu, ale jako że byliśmy już na o wiele atrakcyjniejszej ścianie południowej, koiło to jakoś nasz żal.



Właściwie nie mieliśmy pomysłu na dalsze dni, bo praktycznie zobaczyliśmy już wszystko, co zaplanowaliśmy. Nic mądrego nam też nie przyszło do głowy, więc ruszyliśmy przed siebie.